додому Rozrywka Telewizja i streaming 10 Telewizyjne schorzenia, które tak naprawdę nie istnieją

10 Telewizyjne schorzenia, które tak naprawdę nie istnieją

Zmiana kanałów staje się przyspieszonym kursem medycznych osobliwości. Zauważasz postać cierpiącą na amnezję pourazową. Jest też facet, któremu skóra eksploduje na widok łuku. Jeśli pacjent przychodzi do gabinetu ze zwykłą infekcją ucha, jest to albo żart, albo dramatyczny zwrot akcji. Lekarze na ekranie dokonują cudów, za które w prawdziwym szpitalu każdy z nas zostałby zwolniony. Prawdziwa medycyna jest znacznie mniej filmowa. Oto dziesięć warunków, które uważaliśmy za fikcyjne, wymienionych w dowolnej kolejności.

Mit o wielorakich zaburzeniach osobowości

Telewizja uwielbia rozdwojenie jaźni. To dramatyczne. To tajemnicze. Jest to również prawie całkowicie fikcyjne. Stan, który prawdopodobnie znasz z filmów i programów telewizyjnych, nazywa się zaburzeniem osobowości wielorakiej. Termin ten był kiedyś podstawowym określeniem ludzi, którzy wydawali się mieć odmienną „osobowość”. To doprowadziło do świetnych zwrotów akcji. Detektyw budzi się w brudnych butach. Ukochany nagle zaczyna mówić w innym języku.

Rzeczywistość jest inna. Aktualna diagnoza tego zestawu objawów to zaburzenie dysocjacyjne tożsamości (DID). To nie jest coś, co pokazują w telewizji w godzinach największej oglądalności. DID jest rzadkie. Zwykle pojawia się w wyniku ciężkiej, powtarzającej się traumy z dzieciństwa. „Alternatywne osobowości” (alters) to nie tylko różni ludzie dzielący to samo ciało. Są to fragmenty jednej psychiki.

Programy telewizyjne mylą się na kilku poziomach. Po pierwsze, przełączanie następuje natychmiast. Jesteś spokojny przez kolejną minutę. Za chwilę krzyczysz już innym głosem. Rzeczywista dysocjacja zachodzi wolniej. Często jest to spowodowane stresem. Po drugie, alter na ekranie to w pełni uformowane postacie. Mają swoją historię. Potrafią prowadzić samochód i mówić po francusku. Prawdziwe alter to często tylko aspekty emocji lub pamięci. Mogą nie mieć pełnej świadomości.

„Program telewizyjny myli kilka rzeczy. Po pierwsze, zmiany są natychmiastowe”.

Lekarze na ekranie wykorzystują wiele zaburzeń osobowości jako wygodny chwyt. To wyjaśnia, dlaczego postać o czymś zapomina. To wyjaśnia, dlaczego zachowuje się nietypowo. To oszczędza czas. Prawdziwy DID jest skomplikowany. Wymaga długotrwałej terapii. Dramatyczne odkrycie w odcinku trzecim nie leczy tej choroby.

Wizerunki medialne są szkodliwe. Sprawia to wrażenie, jakby taka przypadłość to tylko chwyt rozrywkowy. Ignoruje ból leżący u podstaw diagnozy. Kiedy ludzie widzą DID w telewizji, przychodzą im na myśl złoczyńcy. Myślą o potworach. Nie myślą o tych, którzy przeżyli. Dlatego ważne jest dokładne odwzorowanie. Nie chodzi tylko o fakty. Chodzi o szacunek.

Na liście znajdują się inne cuda medycyny, które nigdy nie przetrwałyby w prawdziwym biurze przyjęć. Następny punkt dotyczy serca, które zatrzymuje się na kilka dni. Dojdziemy do tego. Ale najpierw pamiętaj, że prawdziwa medycyna jest nudna. I to dobrze.

Dysocjacyjne zaburzenie tożsamości, wcześniej znane jako zaburzenie osobowości mnogiej, to nie tylko chwyt fabularny. Jest to prawdziwy stan, którego korzenie wynikają z ciężkiej traumy z wczesnego dzieciństwa. Mózg pęka pod ciśnieniem, dzieląc się na dwie lub więcej odrębnych tożsamości. Osoba ta może nawet nie pamiętać, kim jest.

Serial Showtime United States of Tara przeniósł ten motyw na ekran. Alter ego Tary to Alice, stereotypowa gospodyni domowa z lat 50. i Buck, weteran wojny w Wietnamie. Buck nie tylko siedzi i nic nie robi. Rujnuje swoje „małżeństwo” wdając się w romans.

Jest to rzadkie zjawisko. Eksperci szacują, że na DID cierpi jedynie od 0,1 do 1 procent ogólnej populacji. Niektórzy twierdzą, że wzrost liczby diagnoz wynika z uwagi mediów. Fikcje i wiadomości mogą przyczyniać się do tych liczb.

9: Amnezja pourazowa

Utrata pamięci nie zawsze jest trwała. Czasami służy jako tarcza. Kiedy trauma uderza mocno, umysł wymazuje wspomnienia. To amnezja pourazowa. To nie jest zapominanie, gdzie zostawiłeś klucze. To zapomnienie, kim byłeś przed złamaniem.

Pacjenci często zgłaszają luki w pamięci. Oglądać. Dni. Lata. Oś czasu pomija etapy. To mechanizm obronny, który zawiódł. Albo zadziałało poprawnie. W zależności od tego, kogo zapytasz.

W przeciwieństwie do DRL, gdzie tożsamość jest współdzielona, ​​tutaj mówimy o usuwaniu. Tożsamość jest zapisana, ale niedostępna. Nie możesz się z nią skontaktować. Nie możesz jej pamiętać. Jest obecna, ale za ścianą mgły.

Programy telewizyjne uwielbiają ten trop. Postać budzi się bez pamięci. Patrzy w lustro. Nie poznaje siebie. Rozgląda się po pomieszczeniu. Nieznajomi patrzą wstecz. To dramatyczne. To skuteczne. Jest to również uzasadnione z medycznego punktu widzenia w przypadku wystąpienia ciężkiego szoku.

Jaka jest różnica? DRL tworzy nowe ja (osobowości). Amnezja pourazowa usuwa stare. Jedno i drugie jest reakcją na ból. Jedno i drugie sprawia, że ​​człowiek utknie w teraźniejszości.

Czy można pamiętać? Tak. Powoli. Rozdzierający. Często poprzez terapię. Ale czasami – nigdy. Przepustka pozostaje. Dziura w historii. Pusta strona w książce.

Niektórzy twierdzą, że media wyolbrzymiają te warunki. Używają ich dla efektu szoku. Żeby widz poczuł się niekomfortowo. Aby utrzymać ich uwagę. Ale rzeczywistość jest spokojniejsza. Straszniejsze.

Osoba nie wie. Po prostu wie, że jest zgubiony. I nie wie, jak znaleźć drogę powrotną.

Programy takie jak Lost lubią bagatelizować urazy mózgu. W czwartym sezonie Desmond ulega katastrofie helikoptera i budzi się z całkowitą amnezją, nie rozpoznając nikogo wokół siebie. W scenariuszu nazywa się to amnezją pourazową. Nauka się z tym nie zgadza.

Istnieją dwa różne rodzaje utraty pamięci spowodowanej traumą. Jednym z nich jest amnezja wsteczna. Innym jest amnezja pourazowa. To nie to samo, chociaż pisarze często używają ich zamiennie jako narzędzi fabularnych.

W przypadku amnezji wstecznej pacjenci tracą wspomnienia powstałe przed urazem. Mogą nie pamiętać swojego dzieciństwa, współmałżonka ani tego, co jedli na śniadanie. Ważne jest to, że często zachowują poczucie siebie oraz zrozumienie czasu i miejsca. Wiedzą, kim są; po prostu nie pamiętają co się stało.

Amnezja pourazowa to inna sprawa. Jest to stan dezorientacji, który pojawia się po traumie. Pacjent jest zdezorientowany. Nie wie, gdzie jest i z kim rozmawia. Nie jest to przypadłość, którą można „doświadczyć” w taki sam sposób, jak przeziębienie. To jest faza.

Programy telewizyjne uwielbiają pokazywać postacie, które nigdy nie były w śpiączce lub były nieprzytomne zaledwie przez kilka minut, a mimo to wykazują całkowitą amnezję pourazową. Przez tygodnie chodzą po szpitalach, wyglądając na zdezorientowanych i zapominając o swojej tożsamości. Zapowiada się niezły dramat. Jednak z klinicznego punktu widzenia jest to niedokładne.

W rzeczywistości amnezja pourazowa jest normalną częścią procesu zdrowienia u pacjentów wychodzących ze śpiączki. To sygnał, że mózg się restartuje. Nie jest to trwała niepełnosprawność. Jest to tymczasowy stan dezorientacji, który ustępuje wraz z powrotem świadomości.

8: Autyzm i geniusz

Ten trop jest uwodzicielski. Samotny, ekscentryczny geniusz z zespołem Aspergera lub autyzmem, który rozwiązuje niemożliwe. Sherlock, House, Teoria wielkiego podrywu – wszystkie opierają się na tym stereotypie. Pogląd, że wysokofunkcjonujący autyzm jest w jakiś sposób powiązany z nadludzką inteligencją, jest utrzymującym się mitem.

To stereotyp, który przynosi więcej szkody niż pożytku. Sugeruje, że osoby neuroróżnorodne muszą posiadać „supermoc”, aby były wartościowe. Ignoruje to szerokie spektrum autyzmu, w którym poziom inteligencji jest bardzo zróżnicowany. Niektóre osoby ze spektrum mają wyjątkowe talenty. Wielu nie. A jeszcze więcej staje przed poważnymi wyzwaniami, które nie mają nic wspólnego z inteligencją.

Łączenie autyzmu z geniuszem stwarza wąskie oczekiwania. Wywiera presję na młodych ludzi, aby „udowodnili” swoją wartość. Przedstawia ich cechy raczej jako atuty, a nie cechy ludzkie. To połączenie jest wyjątkowo słabe. Korelacja nie oznacza przyczynowości. Bycie autystą nie czyni z ciebie geniusza-uczonego. To po prostu czyni cię autystycznym.

Wszyscy widzieliśmy ten trop. Postać na ekranie jąka się, unika kontaktu wzrokowego, a potem nagle rozwiązuje złożone równanie lub wykonuje koncert niczym Mozart. To ekscytująca telewizja. To także jest zniekształcenie.

Autyzm nie jest monolitem. To jest widmo. To wyrażenie jest używane tak często, że traci znaczenie, ale tak naprawdę opisuje ogromny zakres umiejętności. Narodowy Instytut Zdrowia szacuje, że liczba osób autystycznych wykazujących zdolności sawantyczne wynosi około 10 procent. Może mniej. To są osoby z zewnątrz. Ci, którzy jednym rzutem oka potrafią narysować mapę lub obliczyć w głowie liczby pierwsze.

Ale nie są one regułą.

Większość osób z autyzmem plasuje się gdzieś pomiędzy. Umiarkowane potrzeby wsparcia. Umiarkowana zdolność. Prawdziwe życie, które nie mieści się w scenariuszu filmowym mającym budzić podziw dzięki wyjątkowym talentom.

Weź Lily, postać z telenoweli Wszystkie moje dzieci. Pisano, że cierpi na zespół Aspergera, który znajduje się na wysokofunkcjonującym końcu spektrum. Program wykorzystał to do podniesienia świadomości. To jest dobre. Ale to także ugruntowało jej pozycję w archetypie geniuszu. Sugerowało to, że jeśli znajdujesz się w spektrum, albo walczysz o przetrwanie, albo jesteś cudownym dzieckiem.

Żadne z tych stwierdzeń nie jest prawdziwe w przypadku większości.

Niebezpieczeństwo polega nie tylko na złym pisaniu. To oczekiwanie. Kiedy media pokazują tylko 10 procent, tworzy to fałszywe wytyczne dla rodzin i lekarzy. Dzięki temu reszta widma jest niewidoczna. Albo, co gorsza, stwarza wrażenie, że jeśli dziecko nie wykaże się tymi rzadkimi, błyskotliwymi talentami, oznacza to porażkę systemu.

Savanci są rzadkością. Większość osób autystycznych to po prostu ludzie. Mają hobby. Mają gorsze dni. Mają mocne strony, które nie są związane z matematyką czy muzyką. Potrzebują wsparcia. Potrzebują zrozumienia. Nie muszą być geniuszami, żeby być cenni.

7: Skuteczna resuscytacja krążeniowo-oddechowa

Mit resuscytacji krążeniowo-oddechowej i mit 10-minutowego porodu

Bądźmy szczerzy. Jeśli oglądasz wystarczająco dużo programów telewizyjnych o tematyce medycznej, zaczynasz wierzyć, że ludzkie ciało jest praktycznie niezniszczalne. Serce personelu zatrzymuje się. Defibrylator wykonuje jeden wstrząs. Wzdycha ponownie, odzyskuje pełną przytomność i jest gotowy do rozwiązania kolejnej zagadki. To jest świetny telewizor. To także niebezpieczne kłamstwo.

Rzeczywistość jest dużo mniej filmowa. Według American Heart Association ponad 95 procent ofiar zatrzymania krążenia umiera, zanim w ogóle dotrą do drzwi pogotowia. Nawet jeśli wylądujesz w szpitalu, twoje szanse nie są tak duże, jak wydaje się w telewizji. Badanie z 2006 roku opublikowane w New England Journal of Medicine analizowało sceny resuscytacji krążeniowo-oddechowej w czterech głównych programach telewizyjnych, w tym ER i Chicago Hope. Wyniki były oszałamiające. Spośród 60 pacjentów, którzy otrzymali resuscytację krążeniowo-oddechową na ekranie, 46 przeżyło, co stanowi 77% sukcesu.

Porównaj to z faktyczną literaturą medyczną. Rzeczywiste wskaźniki przeżycia hospitalizowanych pacjentów poddawanych resuscytacji krążeniowo-oddechowej wahają się od 30 do 40 procent. Przepaść między Hollywood a rzeczywistością jest nie tylko duża. To jest otchłań. Producenci telewizyjni wyraźnie przedkładają dramat nad dane, zamieniając niemal pewną śmierć w rutynowy skutek zwykłego wtorkowego wieczoru.

Oczekiwanie na 10 minut porodu

Jest jeszcze jedno wielkie kłamstwo: zasada dziesięciu minut.

Wszyscy widzieliśmy tę scenę. Kobieta w trakcie porodu zostaje przewieziona na oddział ratunkowy. Lekarz patrzy na zegarek, kiwa głową i mówi: „Mogę urodzić to dziecko za dziesięć minut”. Napięcie rośnie. Muzyka staje się bardziej intensywna. Lekarz używa pęsety lub z niesamowitą szybkością wykonuje awaryjne cięcie cesarskie. W dziewięciu przypadkach na dziesięć rodzi się dziecko. Rodzice płaczą. Personel wymienia klepnięcia po dłoniach.

W prawdziwym życiu? To jest fantazja.

Poród to nie sprint. Jest to proces fizjologiczny, którego nie da się przyspieszyć bez poważnych konsekwencji. Poród indukowany w ciągu dziesięciu minut jest nie tylko prawie niemożliwy dla większości położników i ginekologów; często jest to niebezpieczne. Kiedy lekarze próbują pokonać fikcyjny stoper, ryzyko powikłań, takich jak pęknięcie macicy lub zagrożenie dla płodu, może gwałtownie wzrosnąć.

Prawda jest znacznie mniej efektowna. Trudny poród może zająć wiele godzin. Mogą wymagać skomplikowanej operacji, która trwa znacznie dłużej, niż pozwala na to segment telewizyjny. Kiedy coś pójdzie nie tak, nie ma dramatycznych akcentów muzycznych. Tylko długie, ciche godziny na sali operacyjnej, podczas których chirurdzy starannie pracują, aby utrzymać matkę i dziecko przy życiu.

Programy telewizyjne wmawiają nam, że współczesna medycyna może podbić biologię na żądanie. Ona nie może tego zrobić. Ciało ma swój własny harmonogram. W przeciwieństwie do sieciowych automatów telewizyjnych, w tym harmonogramie nie są uwzględniane Twoje oceny.

Pamiętacie narodziny Quinna Fabraya w „Glee”? Albo narodziny Claire Littleton w serialu Zagubieni? Obie bohaterki w ciągu około dziesięciu minut przeszły od łagodnych skurczów do trzymania dzieci w ramionach. W telewizji jest to wystarczający czas, aby wstawić przerwę reklamową i być może odtworzyć piosenkę. W rzeczywistości? Ten okres jest śmiesznie krótki.

Według American College of Obstetricians and Gynecologists pierwszy poród drogą pochwową trwa zwykle od 12 do 14 godzin. Nawet dla doświadczonych matek poród rzadko mieści się w jednym akcie serialu komediowego. Jednak popkultura upiera się, że poród jest szybki, łatwy i towarzyszy mu muzyka.

5: Pierwsza ciąża

Podczas gdy poród jest przedstawiany na ekranie jako pośpiech, poczęcie jest często przedstawiane jako naciśnięcie przełącznika. Scenarzyści zdają się wierzyć, że gdy bohaterka zdecyduje, że chce mieć dziecko, ciąża następuje natychmiast. Ten mit o zajściu w ciążę za pierwszym razem przenika zarówno seriale komediowe, jak i dramaty.

W rzeczywistości poczęcie jest złożoną loterią biologiczną. Wymaga zbieżności owulacji, żywotnych plemników i receptywnego endometrium. Dla wielu par zajmuje to miesiące. Dla innych oznacza to lata interwencji medycznej. Telewizja rzadko pokazuje dwutygodniowe oczekiwanie. Lęk. Testy negatywne. Albo cykle IVF.

Zamiast tego otrzymujemy:
– W pierwszym odcinku postać wspomina, że chce mieć dziecko.
– W trzecim odcinku mają już na sobie ubrania ciążowe.
– Dramat zostanie rozwiązany do końca sezonu.

Ta skrócona fabuła ignoruje fizyczne i emocjonalne skutki prób. Utwierdza to również w przekonaniu, że jeśli szybko nie zajdziesz w ciążę, coś jest z tobą nie tak. Chociaż niektóre pary zachodzą w ciążę od razu, jest to wyjątek, a nie reguła. Średni czas do poczęcia u zdrowych par poniżej 35. roku życia wynosi około sześciu miesięcy.

Dlaczego zniekształcenia?

Powodem jest presja, aby posunąć fabułę do przodu. Historia ciąży rozciągnięta na ponad rok wstrzymałaby 22-odcinkowy sezon. Dlatego twórcy stosują pewien trik. Brakuje im walki. Kompresują oś czasu. To jest skuteczne opowiadanie historii. To również wprowadza w błąd.

Widzowie chłoną te narracje bez krytycznej refleksji. Młoda mama oglądająca po raz pierwszy „Glee” może mieć wrażenie, że jej 14-godzinny poród był „powolny”. Para zmagająca się z niepłodnością może czuć się załamana, ponieważ przez trzy miesiące nie poczyniła żadnych postępów. Rozdźwięk między hollywoodzką fikcją a rzeczywistością medyczną powoduje niepotrzebne poczucie winy i zamieszanie.

Prawdziwa oś czasu

Spójrzmy jeszcze raz na statystyki. W przypadku matek po raz pierwszy pchanie trwa godzinami. U kobiet wieloródek proces może przebiegać szybciej, ale nawet w przypadku matek wielu dzieci dziesięć minut jest rzadkością, chyba że wystąpią powikłania lub zostanie zastosowane znieczulenie zewnątrzoponowe.

Podobnie koncepcja nie podąża za tempem „pstryknięcia palców” telewizji. To nie jest urządzenie fabularne. Jest to proces biologiczny, którego bez interwencji medycznej nie da się przyspieszyć, a nawet wtedy nie następuje on natychmiastowo.

Następnym razem, gdy zobaczysz postać rodzącą dziecko podczas przerwy na reklamę, przypomnij sobie okres 12–14 godzin. I miesiące prób. Dramat może toczyć się szybciej. Rzeczywistość – nie.

Telenowele zbudowane są na prostym prawie biologicznym, które kłóci się z rzeczywistością: jedna noc pełna namiętności, bez konsekwencji i nagle – baby shower. To najstarszy trop w literaturze. Chłopak spotyka dziewczynę. Raz śpią razem. Bam. Dziecko.

W prawdziwym świecie? To się nie dzieje. Nie często.

Prawdopodobieństwo poczęcia już po jednym akcie seksualnym jest w rzeczywistości dość niskie. Jeśli śledzisz swój miesięczny cykl, Twoje szanse wahają się od zera pierwszego dnia do maksimum wynoszącego około 9% w 13 dniu. To właśnie wtedy następuje owulacja. A statystyki te zakładają, że jesteście parą, która aktywnie stara się zajść w ciążę, odbywając regularne stosunki przez miesiąc.

Wiek sprawia, że ​​jest to jeszcze mniej prawdopodobne. Płodność maleje wraz z wiekiem kobiet. Prawdopodobieństwo zajścia w ciążę po jednej nocy bez zabezpieczenia u kobiety powyżej 35. roku życia jest statystycznie mniejsze w porównaniu z 20-latką. Przesłanie tutaj jest jasne. Seks bez zabezpieczenia nigdy nie jest całkowicie bezpieczny, ale poleganie na metodzie antykoncepcji „zdarzyło się tylko raz” jest głupotą. Nie gwarantuje to również, że na pewno zajdziesz w ciążę.

### Czy to naprawdę niepłodność?

Kiedy ciąża nie następuje szybko, zaczyna się panika. Ludzie zaczynają wygooglować objawy. Zaczynają obwiniać siebie. Ale czy to naprawdę niepłodność?

Niepłodność jest diagnozą kliniczną. Nie chodzi tylko o to, że „próbowaliśmy miesiącami i nie wyszło”. Większość par potrzebuje czasu.

Definicja medyczna ma zwykle zastosowanie po roku regularnego współżycia bez zabezpieczenia bez ciąży. W przypadku kobiet powyżej 35. roku życia okres ten ulega skróceniu do sześciu miesięcy. Zanim zacznie się to odliczanie, doświadczasz po prostu normalnej biologii człowieka.

Łatwo jest czuć się załamanym, gdy sprawy nie toczą się szybko. Ale jeden zły miesiąc nie jest porażką. To jest jeden punkt danych. Dwa miesiące to nie kryzys. To jest trend.

„Niepłodność jest chorobą układu rozrodczego, a nie osobistą porażką.”

Wiele czynników odgrywa rolę. Stres. Czas. Niewielkie wahania hormonalne. To wszystko jest skomplikowane. To nieprzewidywalne. I rzadko jest tak dramatyczny jak wersje telewizyjne.

Jeśli spróbujesz i nie wyjdzie, nie skreślaj siebie. Nie zakładaj, że jesteś bezpłodna. Poczekaj, aż minie rok (lub sześć miesięcy), zanim udasz się do specjalisty. W międzyczasie przestań traktować swoje ciało jak maszynę, która musi produkować dzieci na żądanie. To jest żywy system. Ma złe dni. I ty też.

Presja szybkiego zajścia w ciążę powoduje niepokój. Lęk zwiększa poziom kortyzolu. Wysoki poziom kortyzolu może zakłócać owulację. To błędne koło.

Przerwij okrąg. Cofać się. Oddychać. Dziecko pojawi się, gdy biologia się zgodzi. Dopiero gdy. Nie dlatego, że ty to zrobiłeś.

Paradoks „przestań próbować” i toczeń

Telewizja uwielbia nieoczekiwane zwroty akcji. Znasz trop: bohater desperacko pragnie dziecka. Próbuje wszystkiego. To nie działa. Albo adoptuje dziecko, albo po prostu przestaje się starać. I nagle – pozytywny test.

To jest wygoda narracji. Ale wydaje mi się, że to wzór.

Weź Charlotte z „Seksu w wielkim mieście”. HBO przedstawiło nam tę historię. Desperacko pragnęła dziecka. Nie było możliwości zajścia w ciążę. Ukończyła kurs zapłodnienia in vitro (IVF). Do ciąży nadal nie doszło. Więc ona i jej mąż Harry adoptowali dziecko. A potem zaszła w ciążę.

To satysfakcjonujący punkt fabuły. Wskazuje na kosmiczną nagrodę za możliwość puszczenia tej sytuacji.

Ale spójrz na Amy w serialu HBO Przyjęcie. Pięć lat walki z niepłodnością. Przestaje próbować. I zachodzi w ciążę.

Czy zaprzestanie prób zwiększa Twoje szanse? Nie. Telewizja wprowadza w błąd. Tworzy to iluzję, że „odpuszczenie” jest strategią medyczną. To jest błędne.

Rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana. Nawet jedna na pięć par, u których zdiagnozowano niepłodność, może zajść w ciążę bez leczenia. Spontaniczna remisja. Organizm ostatecznie decyduje się po prostu na współpracę.

Zanim jednak założysz, że to po prostu „stres”, rozważ czynniki biologiczne. W szczególności choroby autoimmunologiczne.

3: Czy to może być toczeń?

Toczeń jest chorobą autoimmunologiczną. Organizm atakuje własne tkanki. Może wpływać na nerki, serce, płuca i krew.

Dla kobiet starających się zajść w ciążę jest to główna przeszkoda. Aktywny toczeń zwiększa ryzyko poronienia. Może powodować stan przedrzucawkowy. Wpływa na funkcję łożyska.

Jeśli masz toczeń, konieczne jest ostrożne leczenie choroby, aby zajść w ciążę. Lekarze często zalecają odczekanie, aż choroba ustąpi co najmniej przez sześć miesięcy, zanim podejmie się taką próbę.

Leki również odgrywają rolę. Niektóre leki stosowane w leczeniu tocznia mogą uszkodzić płód. Inne mogą zmniejszać płodność.

Tu nie chodzi o „rezygnację ze stanowisk”. Chodzi o leczenie choroby przewlekłej. Twierdzenie „przestań próbować” ignoruje ogólnoustrojowy stan zapalny. Nie bierze pod uwagę problemów z przeciwciałami.

Kiedy więc serial przedstawia postać, która adoptuje dziecko, a następnie zachodzi w ciążę, nie traktuj tego jako lekcji uważności. Pomyśl o tym jak o skrócie reżyserskim.

W prawdziwym życiu potrzebne są badania krwi. Reumatolodzy. Wiedza, że ​​jedna na pięć osób może zajść w ciążę w sposób naturalny, nawet po postawieniu diagnozy.

Ale to nie czyni ścieżki łatwiejszą. To po prostu sprawia, że ​​jest to statystycznie skomplikowane.

Dramaty medyczne uwielbiają zwroty akcji. Powszechne choroby są zbyt powszechne, aby można je było oglądać w godzinach największej oglądalności. Dlatego scenarzystów pociąga egzotyka. Do rzadkich. Do dziwnych przypadków.

Ale niektóre choroby pozostają za kulisami. Toczeń jest jednym z nich.

Toczeń rumieniowaty układowy nie jest czymś tajemniczym. Atakuje układ odpornościowy, powodując, że atakuje on własny organizm. Objawy? Wypadanie włosów. Zmęczenie. Problemy z pamięcią. Gorączka. Wygląda na nieustępujące przeziębienie lub może po prostu wypalenie zawodowe. To nie jest konkretne. Ta niepewność jest niebezpieczna. Prowadzi to do błędnych diagnoz.

Choroba może zaatakować serce. Płuca. Jakikolwiek narząd, który wymienisz. Ponieważ podszywa się pod wiele innych chorób, lekarze często ją przeoczają, dopóki sytuacja się nie pogorszy.

Dotyka około 1,8 do 7,6 Amerykanów na 100 000 osób. Wystarczająco rzadkie, aby wydawać się egzotyczne. Na tyle powszechne, że zignorowanie może zakończyć się śmiercią.

Przez wiele lat toczeń pozostawał w cieniu House’a. Refren był ciągły: „To nigdy nie jest toczeń”.

Dlaczego? Bo gdyby to był toczeń, sprawa byłaby nudna. Diagnoza nie wymagałaby włamywania się grupy bandytów do domów pacjentów. To byłoby badanie krwi. A potem pigułka.

Ale serial nie mógł jej ignorować na zawsze.

Wreszcie w odcinku „Nie chcesz wiedzieć” złamali tę zasadę. U pacjenta zdiagnozowano toczeń. To był jednorazowy incydent. Chwila realizmu w morzu sztuczności.

To potwierdziło główną myśl. Czasami odpowiedź jest tuż przed tobą. Musisz po prostu przestać szukać interesującej, ale błędnej odpowiedzi.

Cena nudy

Większość dramatów medycznych kończy się fiaskiem, bo udają, że medycyna to zagadka, którą potrafi rozwiązać geniusz. To jest błędne. Często wystarczy postępować zgodnie z protokołem. A protokół jest nudny.

Toczeń doskonale wpisuje się w kategorię „nudnych” chorób. Jeśli nie dojdzie do niewydolności narządowej, jest to gra polegająca na zarządzaniu stanem. To nie jest tajemnica.

Kiedy autorzy w końcu zajęli się tym tematem, nie robili z tego wielkiego odkrycia. Po prostu na to pozwolili. Diagnoza. Leczenie. Koniec odcinka.

To było szokujące. W świecie, w którym każdy objaw wskazuje na wirusa zombie lub eksperyment genetyczny, choroba autoimmunologiczna stała się policzkiem.

Dlaczego tego nam brakuje?

Powodem jest różnorodność objawów tocznia. U jednego pacjenta występują bóle stawów. Inny ma problemy z nerkami. Trzeci ma wysypkę skórną.

Nie ma jednej „twarzy tocznia”.

Lekarze codziennie widzą zmęczenie. Ciągle obserwują gorączkę. Nie stwierdzają tocznia, ponieważ jest to mało prawdopodobne. Statystyki potwierdzają tę ostrożność. 1 na 10 000 to niewielka liczba.

Ale kiedy się pojawia, wszystko jest mylące. To mylące. To właśnie nie pozwala pacjentom spać w nocy, zmuszając ich do wyszukiwania w Google informacji o wysypkach.

Wyjątek w odcinku „Nie chcesz wiedzieć”

Ten konkretny odcinek wyróżnia się. Nie dlatego, że było nowatorskie. Ale dlatego, że był uczciwy.

Ród Gregory może twierdzić, że nie obchodzą go zasady. Ale diagnoza jest dla niego ważna. Kiedy dowody wskazywały na toczeń

W telewizji wygląda to tak łatwo. Postać traci przytomność, ekran robi się czarny, a trzy dni później? Już siedzi, pije kawę i wcale nie jest ranny. To wygodne urządzenie fabularne. Ale w prawdziwym świecie głęboka śpiączka nie jest krótkim snem. Jest to stan głębokiej bierności, w którym nawet bolesne bodźce nie wywołują reakcji.

Czas ma większe znaczenie, niż to się wydaje w dramatach. Im dłużej dana osoba znajduje się w tym stanie, tym mniej prawdopodobne jest, że ma szansę na pełne wyzdrowienie bez konsekwencji. Jeśli w ciągu pierwszych kilku dni pacjent zacznie wykazywać oznaki życia – mówić, podążać oczami za przedmiotami lub wykonywać proste polecenia – rokowanie jest zwykle dobre. Ale ci, którzy są w śpiączce przez tygodnie lub miesiące? Powrót do zdrowia rzadko jest całkowity. To nigdy nie dzieje się spontanicznie.

Eksperci są zgodni: jeśli śpiączka spowodowana urazowym uszkodzeniem mózgu trwa trzy miesiące lub dłużej, znaczny powrót do zdrowia jest mało prawdopodobny.

Droga do wyzdrowienia zwykle zaczyna się od małych kroków. Być może ręka ściska się w odpowiedzi. Obecność bliskiej osoby powoduje reakcję odruchową. Wtedy rozpoczyna się długa i wyczerpująca praca terapeutyczna. Mowa i funkcje poznawcze wracają do zdrowia powoli, często pozostawiając efekty utrzymujące się przez całe życie.

1: Masz alergię na karmel?

Bart Simpson nienawidzi karmelu. Nie może tego dotknąć, nie może tego zjeść i najwyraźniej nawet nie toleruje jego imitacji. To powtarzający się gag dla postaci, która je pączki i słodycze. Problem w tym, że pojęcia „alergia na karmel” nie ma w żadnym podręczniku medycznym. Rzeczywistość jest dużo bardziej prozaiczna. Niektóre twarde cukierki mogą zawierać śladowe ilości orzeszków ziemnych, co jest niekorzystne w przypadku alergii na orzeszki ziemne. Ale sam cukierek? To nie jest wyzwalacz.

Jest też Bree Van de Kamp z „Gotowych na wszystko”. Jej mąż Rick je cebulę. Nie wie, że ma na to alergię. Duży błąd. Wpada we wstrząs anafilaktyczny. Potrzebuje karetki. Prawie umiera.

To jest dramatyczna telewizja. Jest to również niewłaściwe z medycznego punktu widzenia.

Ciężka reakcja na cebulę jest niezwykle rzadka. Jeśli jesteś uczulony na cebulę, prawdopodobnie będziesz mieć swędzenie w ustach. Mogą pojawić się pokrzywki. Ale nie zostajesz zaintubowany na izbie przyjęć. Media lubią wyolbrzymiać te reakcje, ponieważ „swędzenie w ustach” nie sprzyja dobrym klifom.

Kiedy ludzie wpadają w szok, zwykle winne są inne produkty spożywcze. Owoce morza. Arachid. To są główni „waga ciężka”. Zawierają białka, które powodują ciężkie reakcje u podatnych osób. Cebula? Nie tak bardzo.

Wyłącz ekran

Jeśli uważasz, że alergie pokarmowe to tylko wymyślona fabuła, pomyśl jeszcze raz. Rzeczywiste warunki stojące za tymi telewizyjnymi momentami są poważne. Ale nie zawsze wyglądają tak, jak w ulubionym serialu komediowym.

Wyzwalacze rzeczywiste i fikcyjne

Twórcy programów telewizyjnych wybierają składniki ze względu na ich brzmienie. Karmel brzmi słodko i niewinnie. Łuk brzmi zwyczajnie. Obydwa są nudnymi wyborami na kryzys. Potrzebują dramatu. Dlatego nasilają objawy.

Anafilaksja jest faktem. To się zdarza. Ale rzadko się to zdarza z powodu sałaty.

Co właściwie powoduje poważne reakcje

Produkty wywołujące stany zagrażające życiu są specyficzne.

  • Owoce morza
  • Orzech ziemny
  • Orzechy drzewne
  • Mleko
  • Jajka
  • Soja
  • Pszenica
  • Ryba

To jest Wielka Ósemka. Stanowią one zdecydowaną większość ciężkich reakcji alergicznych. Cebula nie jest nawet na radarze większości alergologów.

Mit o cebuli

Dlaczego pisarze nadal używają cebuli? Pewnie dlatego, że wszyscy to jedzą. To wyraźny składnik. Ale fakty medyczne nie potwierdzają tego dramatu.

Większość alergii na cebulę ma łagodny przebieg. Objawy są lokalne. Zespół alergii jamy ustnej jest powszechny. Swędzą Cię usta. Twoje usta są lekko spuchnięte. To wszystko. Nie jest do tego potrzebny automatyczny wstrzykiwacz epinefryny (EpiPen). Możesz potrzebować leku przeciwhistaminowego. Albo po prostu przestań jeść cebulę.

Kiedy się martwić

Jeśli powiedziano Ci, że jesteś uczulony na coś rzadkiego, sprawdź źródło. Czy to jest lekarz? A może jest to producent telewizyjny?

Prawdziwe alergie diagnozuje się za pomocą testów. Testy skórne. Badanie krwi. Diety eliminacyjne. Nie wynikają one z oglądania kreskówki czy opery mydlanej.

Alergie Barta to jakiś żart. Reakcja męża Bree była dramatycznie przesadzona. Prawdziwe alergie są kłopotliwe. Są nieprzewidywalni. Są poważni. Ale zwykle nie pochodzą z alejki z warzywami.

Następny

Exit mobile version