Duża część ścieków wpływających do rzek, jezior i mórz Anglii w ciągu ostatnich dwóch lat mogła być nielegalna. I najprawdopodobniej sprawcy uniknęli kary.

Nowa analiza ujawniła ogromną lukę w brytyjskim prawie ochrony środowiska. Prawo stanowi, że nieoczyszczonych ścieków nie wolno odprowadzać w „normalnych” warunkach atmosferycznych. Brzmi prosto. Jednak od lat organy regulacyjne nie ustaliły, co dokładnie uważa się za „normalną” pogodę. W rezultacie przedsiębiorstwa kanalizacyjne w dalszym ciągu odprowadzały odpady bez ograniczeń. Aż do tego momentu.

Aktywista profesor Peter Hammond przejrzał zapieczętowane dokumenty sądowe. Znalazł definicję. Wynik? Ponad 80% wyładowań miało miejsce podczas pogody, która nie była ulewnym deszczem. Oznacza to, że prawdopodobnie były nielegalne.

Dlaczego ta definicja jest istotna

Kryzys ma charakter strukturalny. W Wielkiej Brytanii kanalizacja burzowa i ścieki sanitarne przepływają tymi samymi rurami. W przypadku ulewnych opadów system jest przeciążony. Zakłady lecznicze nie są w stanie poradzić sobie z taką ilością. Dlatego ścieki są odprowadzane do dróg wodnych, aby zapobiec zalaniu domów.

Jaka jest luka? Nie było jasnego progu dla pojęcia „ulewnego deszczu”.

Przedsiębiorstwa zajmujące się oczyszczaniem ścieków argumentowały, że mogą uwolnić spływ podczas wszelkich opadów, o ile infrastruktura będzie działać na pełnych obrotach. Krytycy nazwali to sezonem otwartym na zanieczyszczenia. Wskazali, że Agencja Środowiska (EA) nigdy nie określiła dokładnie, jak intensywne musiały być opady deszczu, zanim składowanie stało się legalne.

Ta dwuznaczność pozwoliła branży postrzegać zrzuty jako sytuację rutynową, a nie wyjątkową. Żadnych konsekwencji. Żadnych kar. Wystarczy czysta woda znikająca w Tamizie, Severn i mniejszych rzekach w całym kraju.

Tajny dokument

Na początku roku źródło w EA dostarczyło Hammondowi niezłożone dokumenty sądowe ze sprawy przeciwko Southern Water z 2021 roku. Sprawa dotyczyła nielegalnego odprowadzania ścieków.

W dokumencie pojawiła się specyficzna definicja „ulewnego deszczu”. Wewnętrzna korespondencja EA potwierdza, że ​​zrzuty są dozwolone tylko wtedy, gdy opady przekraczają „normalne” warunki. Jeśli deszcz nie jest „silny”, zrzut stanowi naruszenie techniczne.

Hammond, emerytowany naukowiec, którego praca miała wpływ na decyzje Parlamentu i Urzędu Regulacji Wody (Ofwat), zastosował tę definicję do danych dotyczących zrzutów.

86% potencjalnie nielegalne

Hammond przeanalizował ponad 350 przepełnionych kanałów burzowych. Jego zbiór danych obejmował wszystkie główne oczyszczalnie ścieków i wybrane mniejsze oczyszczalnie. Przejrzał dane z dziewięciu przedsiębiorstw zajmujących się oczyszczaniem ścieków w Anglii, obsługujących ponad 30 milionów ludzi.

Wyniki były szokujące.

„Około 86% zrzutów nieoczyszczonych ścieków miało miejsce w okresach, gdy nie występowały intensywne opady deszczu.”

To sprawia, że ​​zdecydowana większość dumpingu jest potencjalnie nielegalna. Żadna ze spółek wodno-kanalizacyjnych nie była kontrolowana. Nawet najlepszy wskaźnik wskazywał, że w ciągu ubiegłych dwóch lat potencjalny wskaźnik nielegalności przekraczał 70%.

Hammond nie przebierał w słowach.

“To jest absolutnie oburzające. Firmy zajmujące się oczyszczaniem ścieków wykorzystują luźne przepisy. A Agencja Ochrony Środowiska nie wykonuje należycie swojej pracy. “

Niezadowolenie społeczne narasta od kilku lat. Pojawienie się kryzysu przekształciło się z niedogodności technicznych w sytuację nadzwyczajną polityczną. Grupy protestacyjne atakują siedziby przedsiębiorstw zajmujących się oczyszczaniem ścieków. Media społecznościowe są pełne zdjęć pomarańczowego mułu pokrywającego brzegi rzek.

Ale to dane kształtują politykę. A te dane wskazują, że system nie tylko łamał zasady, ale łamał je systematycznie.

Branża stawia opór

Przemysł wodny odrzucił tę analizę. Water UK, organ branżowy reprezentujący firmy, powołał się na decyzję Wysokiego Trybunału. Argumentowali, że zrzuty powinny mieć miejsce jedynie w „wyjątkowych okolicznościach”. Stwierdzili, że jeśli zapobieganie zrzutom jest technicznie możliwe, ale byłoby zbyt kosztowne, wówczas zrzut jest dopuszczalny.

„W każdym razie chcemy całkowicie powstrzymać [rozładowania]” – powiedział rzecznik. „Pracujemy nad ich całkowitym wyeliminowaniem tak szybko, jak to fizycznie możliwe”.

Agencja Ochrony Środowiska również zaprzeczyła, twierdząc, że współpracuje z firmami w celu ograniczenia zrzutów. Ale czy naprawdę to robi? Jeżeli organ regulacyjny nie zdefiniował dotychczas „normalnych” warunków, jak skuteczne były jego interwencje?

Co dalej

Analiza Hammonda opiera się na jednym dokumencie sądowym. Krytycy mogą argumentować, że jest to pojedynczy punkt danych. Jeśli jednak ta definicja jest poprawna, podważa ona ochronę prawną, z której firmy korzystają od dziesięcioleci.

Na razie dumping trwa. Rury są nadal przeciążone. Drogi wodne są nadal zanieczyszczone. Pozostaje pytanie: jeśli 86% zrzutów jest nielegalnych, dlaczego nie zrobiono nic w sprawie odpowiedzialnych za to przedsiębiorstw?

Sądy już się wypowiadały. Kontroler słuchał. Ale rzeki wciąż mówią. I brzmią brudno.