Historia starożytna jest prosta. Słońce umiera. Słońce puchnie. Pochłania Ziemię.
Astronomowie wierzyli w ten scenariusz od dziesięcioleci. Ramy czasowe wynoszą w przybliżeniu: pięć miliardów lat. Mechanika procesu wydaje się jasna: kończy się wodór. Gwiazda puchnie i przekształca się w czerwonego olbrzyma. Merkury opuszcza planetę jako pierwszy. Potem Wenus. A Ziemia? Przekąska.
Ale nowe modele mówią, że to rozwiązanie push-pull nie jest tak przekrzywione, jak myśleliśmy.
Pchnij i pociągnij
Wyobraź sobie, że grawitacja i masa szaleją.
Kiedy Słońce się rozszerza, nie tylko rośnie. To staje się łatwiejsze. Potężne wiatry słoneczne zdmuchują jego zewnętrzne warstwy. Ostatecznie połowa jego masy znika w przestrzeni. Wraz ze spadkiem masy przyczepność grawitacyjna słabnie. Planety poruszają się na zewnątrz. To kosmiczny kompromis. Siły pływowe wciągają nas do środka. Utrata masy wypycha nas na zewnątrz.
Stare obliczenia mówiły, że siły pływowe wygrają. Wewnętrzny opór był zbyt silny.
Nowe badania przeprowadzone przez Matsa Esseldeursa z KU Leuven mówią co innego. Tarcie pływowe zostało przeszacowane. Wcześniejsze badania wykorzystywały uproszczone wzory z poprzednich dekad. Niektórzy nawet całkowicie ignorowali przypływy. Zespół ten wykorzystał zaktualizowane modele wewnętrzne starzejących się gwiazd. Wzięli pod uwagę, jak zmienia się struktura gwiazdy. Policzyli liczby.
Wynik? Ciąg wewnętrzny jest słabszy.
Merkury jest skazany na śmierć. Wenus też jest skończona. Ale Ziemia? Ona odpływa.
Wąska ścieżka do zbawienia
Ziemia wkracza na szerszą orbitę. Dołącza do niej Mars. Wokół białego karła planeta zapada w zimną ciszę. Brak wchłaniania. Żadnego spalania. Tylko bardzo ciemne, bardzo odległe zachodzące słońce.
Esseldeurs zauważa, że przesunął się punkt ciężkości niepewności.
„Największa niepewność nie wynika obecnie z obliczeń pływów, ale z tego, ile masy straci przyszłe Słońce”.
Jako obiekt testowy wykorzystali gwiazdę L2 Pup. Znajduje się w odległości około 183 lat świetlnych od nas. Podobna masa. Podobny wiek. Substytut naszego przyszłego słońca. Korzystając z rzeczywistych obserwacji L2 Pup, modele potwierdziły, że dryf na zewnątrz powinien w niewielkim stopniu pokonać przesuwanie się do wewnątrz.
To przechyla szalę w stronę przetrwania.
Ale nie otwieraj szampana.
W praktyce nadal są skazane na porażkę
Dla gatunku, który obecnie żyje na tej planecie? To nie ma znaczenia.
Z wiekiem słońce staje się coraz gorętsze. Powoli. Nieubłaganie. Za około miliard lat oceany się zagotują. Atmosfera będzie gotowa. Ziemia zamieni się w martwy węgiel. Stanie się to na długo przed rozpoczęciem fazy czerwonego olbrzyma.
To odkrycie nie jest zbawieniem. To akademickie pocieszenie. Zmienia sposób, w jaki mapujemy cykle życia układów gwiezdnych. Pomaga nam przewidzieć, co stanie się z egzoplanetami krążącymi wokół umierających gwiazd. Możemy zbadać tę populację. Możemy udoskonalić zasady rozpadu gwiazd.
Po prostu nie będziemy już w pobliżu, żeby to zobaczyć.
Dane obiecują wiele, ale są niejasne. Potrzebujemy lepszych teleskopów. Potrzebujemy więcej gwiazd takich jak L2 Pup do nauki. Matematyka wskazuje, że Ziemia przetrwa wraz ze swoją gwiazdą. Ale czas? Bliższe dane? Pozostają uparcie niejasne.
I tak jest prawdopodobnie najlepiej. Znajomość dokładnego czasu, który nam pozostał, nie jest najbardziej pocieszająca. Być może niepewność jest łagodniejszym sposobem zakończenia sprawy.
