Wyciek. Pękać. Awaryjny powrót na statek kosmiczny.
Astronauci NASA nie planowali w ten piątek ukrywać się w kapsule SpaceX Crew Dragon, ale tam trafili. Rosyjska ekipa naprawcza pracowała przy nieszczelnym tunelu transferowym modułu PRK podłączonym do starzejącego się modułu serwisowego Zvezda. Sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. Amerykanie schronili się w kapsule. Był to raczej środek zapobiegawczy – rozkaz z centrum kontroli misji, aby „na wszelki wypadek” przyjąć pozycję obronną.
Potem wszystko ustało.
Roskosmos zawiesił naprawy. Musieli dokonać pomiarów i przeanalizować dane. Po około godzinie pełnego napięcia oczekiwania w stanie nieważkości załoga NASA otrzymała sygnał bezpieczeństwa. Prace zostały wznowione. Było tak, jakby nic się nie stało.
Ale to się stało. A to już się wydarzyło.
W tunelu od dłuższego czasu brakuje powietrza. Pęknięcia pojawiały się raz po raz, uporczywie przypominając, że ISS istnieje od dwudziestu sześciu lat. To musi być cud międzynarodowej inżynierii. Zamiast tego przypomina starą, pokrytą rdzą furgonetkę, połączoną modlitwami i żywicą epoksydową.
„Tunel PRK… od długiego czasu boryka się z pęknięciami i nieszczelnościami, a firma Roscosmos naprawia te problemy najlepiej jak potrafi” – powiedziała nam Bethany Stevens w swoim poście na X. „Te pęknięcia zawsze były poważnym problemem i NASA uważnie monitoruje sytuację”.
Ścisłe monitorowanie to jedno. Jednak naprawa tego jest znacznie trudniejszym zadaniem.
5 czerwca wycieki stały się tak poważne, że Roscosmos podjął próbę generalnego remontu. To wtedy czterej astronauci z załogi Crew-12 – Jessica Mair i Jack Hathaway (NASA), Andrei Fedyaev (Roscosmos), Sophie Adenot (ESA) – wraz z Chrisem Williamsem (który przybył osobnym lotem w listopadzie) schronili się w kapsule Dragon.
Mądra decyzja.
Naprawy zostały wstrzymane. Zebrane dane. Nie było żadnych eksplozji. Załoga wróciła do normalnych obowiązków, krążąc na orbicie 250 mil nad głową. Życie na stacji toczy się dalej. Ale niepokój nie mija. Ona po prostu czeka na swój czas.
Pamiętasz półtora roku temu? Wyciek płynu chłodzącego w Sojuzie MS-22. Najprawdopodobniej spowodowane przez mikrometeoryt, który wybił dziurę w zewnętrznym grzejniku. Kamień. Ziarnko piasku, lecące w zasadzie z prędkością kilku mil na sekundę, unieruchomiło aparat, w którym załoga miała wrócić do domu. Rosja musiała rozpocząć misję ratunkową, aby sprowadzić ludzi na Ziemię.
Przyzwyczaisz się do niebezpieczeństw na orbicie. Normalizujesz to. Przestajesz wzdrygać się przed każdym alarmem. Ale tutaj wzdrygnięcie jest odpowiednią reakcją. Sprzęt jest stary. Wrogie środowisko. A co z wolą polityczną?
Nie ma tego dużo.
Roskosmos chce zakończyć prace do 2028 r. NASA twierdzi, że do 2030 r. Co będzie dalej? Planowane zejście stacji do Pacyfiku, gdzie ulegnie ona spaleniu. Płonący grób za cud dwudziestu lat.
Obie strony obiecują wspólne rozwiązanie. „Ostateczne rozstrzygnięcie”, jak to nazywa Stevens. Możemy mieć nadzieję. Tymczasem tunel nadal przecieka. Załoga kontynuuje pracę. Ziemia obraca się poniżej, nieświadoma, że jej mieszkańcy są oddzieleni od pustki jedynie cienką warstwą aluminium.
Czy jesteśmy na tyle odważni, aby nadal zatykać dziurę, która nie chce się zamknąć?
