Nagłówki gazet krzyczą o upadku. Ekosystemy pękają w szwach, poziom mórz podnosi się, a ekstremalne warunki pogodowe stają się nową normalnością. Wydaje się, że światowi przywódcy utknęli w kręgu zwlekania, ignorując stale rosnące dowody na to, że emisje gazów cieplarnianych kumulują ryzyko, na które nie możemy już sobie pozwolić.

Przyjrzyj się jednak bliżej. Pod warstwą apokaliptycznych nastrojów następuje zmiana.

W swojej nowej książce Against All Odds dziennikarz Fred Pierce przekonuje, że nie jesteśmy skazani na zagładę. Śledzi historię środowiska na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat, odnotowując przyspieszenie zielonej transformacji, choć nie zawsze w tempie dyktowanym przez naukę. Era paliw kopalnych jeszcze się nie skończyła, a emisja gazów cieplarnianych utrzymuje się na niezmiennie wysokim poziomie. Ale dynamika już się zmieniła.

Pearce, którego prace znajdują się obecnie na krótkiej liście do nagrody Trivedi Science Book Award 2025 Royal Society, opowiada o tym, dlaczego optymizm nie jest tylko naiwną nadzieją, ale niezbędnym narzędziem.

Apetyt na rozwiązania

Przez lata narracja była binarna: albo wszystko jest beznadziejne, albo ty jesteś częścią problemu. Pierce zauważa zmianę. Ludzie są zmęczeni paraliżem woli. Chcą wiedzieć, co dokładnie działa.

„Potrzebujemy pesymistów, którzy będą wskazywać problemy” – mówi Pearce. „Potrzebujemy optymistów, aby znaleźć rozwiązania”.

Odrzuca pogląd, że musimy wybierać między rozpaczą a zaprzeczeniem. Środkowa ścieżka polega na działaniu. Obejmuje zarówno wybory personalne, jak i strategiczną presję na rządy. A także przyjęcie technologii.

„Niektórzy uważają, że poprawki technologiczne są złe” – zauważa. „Podkreślam, że są dobre.”

Trzydzieści lat temu, na Szczycie Ziemi, energia odnawialna była koncepcją niszową. Turbiny wiatrowe były samotnymi masztami w Kalifornii. Energia słoneczna była zbyt droga dla czegokolwiek innego niż satelity i pojazdy elektryczne. Dziś dominują te same technologie. Postęp nie następuje wystarczająco szybko. Poziom CO2 raczej się ustabilizował, niż spadł. Być może przekroczyliśmy kilka punktów zwrotnych. Ale trajektoria się zmieniła.

Dzika natura: pozwól naturze wszystko naprawić

Jednym z najbardziej przekonujących argumentów w książce Peirce’a jest argument za odwrotem. Spędziliśmy stulecia, próbując zarządzać przyrodą jak ogrodem, przycinając i kontrolując każdy jej element. To podejście często zawodzi.

Natura lepiej radzi sobie z samoleczeniem.

W niektórych częściach Europy i Ameryki Północnej grunty rolne są porzucane. Kiedy ludzie odchodzą, życie wraca. Nie wygląda to na przedindustrialną przeszłość, którą idealizujemy. Wygląda to na ewolucję w czasie rzeczywistym. Trwa przywracanie lasów. Gatunki się dostosowują.

„Natura nieustannie odkrywa siebie na nowo” – wyjaśnia Pearce.

Nie oznacza to, że powinniśmy porzucić wszelki nadzór nad przyrodą. Holandia nauczyła się tej lekcji na własnej skórze, realizując duży projekt ponownego dzikiego dzikiego życia, który zakończył się masową śmiercią zwierząt, ponieważ planiści nie uwzględnili w pełni chaosu ekologicznego. Ale główny wniosek pozostaje ten sam: daj naturze przestrzeń do ewolucji.

Musimy przestać próbować wracać do „idealnej” przeszłości. Taka przeszłość nigdy nie istniała. Zamiast tego pozwalamy naturze znaleźć własną równowagę. To bałagan. To nieprzewidywalne. Ale to działa.

„Nie sprawiamy, że natura staje się dzika tam, gdzie próbujemy ją [sadzić], aby powrócić do jakiejś [doskonałej] przeszłości… ale możemy dać naturze przestrzeń do ewolucji.”

Bomba demograficzna się rozwija

Strach przed przeludnieniem prześladuje ruch ekologiczny od dziesięcioleci. W latach 80. głównym problemem była „bomba populacyjna”. Konferencje ONZ skupiały się na kontroli płodności, często za pomocą środków przymusu, takich jak chińska polityka jednej rodziny. Logika była prosta: więcej ludzi oznaczało więcej zniszczeń.

Pierce twierdzi, że strach został zastąpiony faktami.

Wskaźnik urodzeń na całym świecie spadł o połowę. W większości krajów świata jest on zbliżony do poziomu zastępowalności ludności. Dlaczego? Kobiety zdobywają wykształcenie. Mają kariery. Mają prawa reprodukcyjne. Postęp medycyny oznacza, że ​​mniej dzieci dożywa dorosłości, dlatego rodzice decydują się na posiadanie mniejszej liczby dzieci.

„Bomba populacyjna maleje” – mówi Pearce.

Utrzymuje się dynamika rezydualna – populacja nadal nieznacznie rośnie, ale krzywa wykładnicza spłaszcza się. Nie podwajamy się już co trzydzieści lat.

Ta zmiana jest napędzana przez rewolucję feministyczną. W miarę jak kobiety uzyskują niezależność, wielkość rodziny maleje. Pearce ostrzega przed „podejściem Elona Muska” polegającym na próbach odwrócenia tej tendencji. Jest to nie tylko moralnie złe, ale także ekonomicznie głupie. Prawdziwym problemem nie jest liczba ludzi na Globalnym Południu, ale konsumpcja na Globalnej Północy.

„Teraz mamy bombę konsumpcyjną, a nie populacyjną” – mówi.

Nierówność i koszty życia

Jeśli przeludnienie jest czerwoną flagą, to nierówność jest tykającą bombą. Pogłębia się przepaść między superbogatymi a resztą. To niesprawiedliwe; destabilizuje społeczeństwo.

Kiedy Pierce był młody, wierzono, że nierówności się zmniejszą. Na tej nadziei zbudowano politykę pomocową. Od lat 80. narracja ta upadła. Polityka zwróciła się w stronę deregulacji i akumulacji bogactwa.

„Rosnące nierówności podważają naszą zdolność do stawienia czoła głównym globalnym wyzwaniom, takim jak zmiany klimatyczne” – argumentuje Pearce.

To stwarza napięcie polityczne. To napędza niestabilność. I to odwraca uwagę od decyzji.

Zapełnienie luki nie wymaga zniszczenia planety. Rozsądny poziom życia dla każdego jest technicznie możliwy do osiągnięcia. Wymaga to lepszej technologii. Wymaga to podniesienia poziomu życia biednych i zmniejszenia nieprzyzwoicie wysokiego poziomu dochodów 1% najwyższego społeczeństwa.

„Żyjemy w świecie, w którym mamy dużą [kontrolę] nad tym, co się dzieje” – zauważa Pierce. “Mamy własne zasady etyczne. I nie jest błędem z naszej strony, że [chcemy] czasami [interweniować]”.

Punkt bez powrotu dla energii odnawialnej

Ostatnim elementem układanki jest energia. Opór polityczny wobec energii odnawialnej słabnie. W USA nadal zaprzecza się temu i podejmuje się próby powrotu do paliw kopalnych. Ale w pozostałej części świata sytuacja się odwróciła.

Chiny, pomimo swojej wcześniejszej zależności od węgla, obecnie obniżają koszty energii odnawialnej. W większości przypadków energia słoneczna jest tańsza niż paliwa kopalne. Instalacja jest szybsza. Nie potrzebujesz gigantycznych elektrowni; panele można mocować bezpośrednio do dachów.

Od odległych wiosek w Afryce po megamiasta w Indiach, energia słoneczna rozwija się.

„Instalacja jest także szybsza” – podkreśla Pearce. „Nie musisz budować ogromnej [elektrowni], możesz to zrobić [elementy]”.

Problemy z siecią pozostają. Występują trudności z magazynowaniem i dystrybucją. Ale argument ekonomiczny jest przekonujący. Energia odnawialna wygrywa nie dzięki altruizmowi, ale dlatego, że jest tańsza.

Droga przed nami

Jesteśmy spóźnieni w tej sprawie. Pierce to przyznaje. Jesteśmy opóźnieni w harmonogramie. Klimat zmienia się szybciej, niż pozwalają na to nasze normy polityczne.

Ale my też jesteśmy zajęci tą sprawą.

Istnieją technologie. Zachęty ekonomiczne są takie same. Przyroda odradza się tam, gdzie jej na to pozwalamy. Zmniejszyły się presje demograficzne, które kiedyś wydawały się nie do pokonania.

To nie będzie łatwe. Musimy wyeliminować nierówności. Musimy wspierać biednych. Musimy zaakceptować fakt, że przyroda nie będzie wyglądać tak, jak byśmy tego chcieli.

Ale możemy otworzyć na wpół zamknięte drzwi. Możemy wybrać akcję.

Alternatywa jest nie tylko zła. Ona jest niepotrzebna.